SW Research Podcast #1
SW Research Podcast #1
13/04/2022

Pełny zapis rozmowy z Maciejem Samcikiem

[Edward Korbel, SW Research] Dzień dobry, witamy w podcaście agencji badań rynku i opinii SW Research. Przy mikrofonie Edward Korbel. Naszym gościem jest Maciej Samcik, właściciel bloga "Subiektywnie o finansach". 

[Maciej Samcik, Subiektywnie o finansach] Czołem, dzień dobry. 

Dzień dobry, Maćku. 24 lutego tego roku prawie miesiąc temu Rosja napadła na Ukrainę. Do Polski napłynęło już ponad 2 100 000 uchodźców, głównie kobiety i dzieci. W tle wysoka inflacja, perturbacje na rynku pracy, wpływ na budownictwo, sektor rozrywki i turystki, produkcji przemysłowej i żywności, łańcuchy dostaw. Dzieje się bardzo dużo i bardzo ważnych rzeczy. Jak to wpłynęło na zachowanie odnośnie pieniędzy Polaków. Co mówią o tym wyniki badań i analiz. Jak to się ma do innych kryzysów, które już wcześniej mogłeś analizować? Pozwól, że wcześniej ulokujemy naszą rozmowę w kontekście pewnych badań, analiz, które wykonaliśmy dwa tygodnie po tym jak wybuchła ta wojna. Zapytaliśmy grupę dorosłych konsumentów, ponad tysiąca respondentów w Polsce o to czy i co zrobili po tym jak się okazało, że doszło do wybuchu wojny. Okazało się, że połowa z nich dokonała co najmniej jednego z wielu zachowań, które zaliczyliśmy do kategorii zakupowych. Najwięcej z nich zadeklarowało ograniczenie wydatków na rozrywkę i przyjemności, prawie 1/4 badanych. bardzo wielu zatankowało na zapas, prawie co piąty. Ograniczono podróże samochodem. Co 7-8 kupiono zwiększoną liczbę produktów o dłuższym terminie spożycia, środków higienicznych. Co 10 z nas zrezygnował z zagranicznych wakacji, przynajmniej na moment robienia sondażu, a było to 9 i 10 marca 2022 roku. Również liczna część naszych respondentów, bo 20% dokonała co najmniej jednego z zachowań związanego z finansami bezpośrednio. Bardzo wielu, bo 10% badanych wybrało znaczną ilość gotówki z bankomatu. Wielu kupiło waluty obce, sprzedało akcje lub obligacje, wysłało pieniądze za granice. Co ciekawe 58% najzamożniejszych w tym badaniu zachowało właśnie w ten sposób, czyli podjęło różne ważne decyzje dotyczące finansów. Maćku, co o tym myślisz ze swoim doświadczeniem związanym z analizą rynków finansowych z zachowaniami Polaków, ich portfelami. Co się dzieje teraz? Jesteś obecny jako analityk, dziennikarz w tym biznesie od bardzo już wielu lat i obserwowałeś różne kryzysy. Jak jest teraz? Co jest innego? Co jest podobnego? Jak to oceniasz? 

Ten kryzys on się bardzo strukturalnie nie różni od tych naszych zachowań, zmian naszych zachowań, wpływu na nasze zachowania konsumenckie, niż poprzednie kryzysy. Żaden nie był jaki porównywalny w sensie impulsu, bo ten wynikał z działań wojennych, w ciągu ostatnich trzydziestu lat w najbliższej okolicy Polski nie mieliśmy tego rodzaju impulsu, który wywoływał kryzys. Były różne inne przyczyny kryzysowe. Wojennej nie było, więc powiedzmy, że nie mamy takiego punktu odniesienia klasycznego, natomiast jeśli chodzi o kwestie zmiany zachowań konsumentów to w tej części mniej finansowej, bardziej zakupowej to mnie tu nic nie dziwi. To znaczy już nawet przed inwazją Rosji, jak pytano ludzi o wpływ inflacji, już samej tylko inflacji na ich zachowanie konsumenckie no to oni bardzo często, w większości badań wskazania od 25% do 50%, deklarowali ograniczenie wydatków na restauracje, na kina, na teatry, czyli na kulturę, rozrywkę i jedzenie na mieście. 

Czyli odpoczynek, przyjemności. 

Czyli przyjemności, czyli mamy ścięcie budżetów takich na przyjemności. 

I to już przed wybuchem wojny. 

Przed wybuchem wojny ludzie, spodziewając się inflacji, widząc inflację w swoich portfelach, widząc, że im rosną raty kredytowe, widząc, że im rosną rachunki za mieszkania o 20%. To, co wydają w sklepach nagle, jest o 10-15% większe. Podejmują już decyzję, albo przynajmniej deklarują, bo to, co wiemy z badań, to wiemy co, ludzie deklarują, nie wiemy, co robią w rzeczywistości, bo to wyjdzie z zupełnie innych badań, znaczy nie badań, a z twardych danych ekonomicznych. Natomiast deklaracja jest taka, że tniemy przyjemności. I tutaj mamy to samo w przypadku po wybuchu wojny tak naprawdę ta niepewność przekłada się dla dużej liczby Polaków. Wojna oznacza niepewność na poziomie "nie wiem, muszę mieć więcej pieniędzy, żeby zrobić większe zakupy, żeby wymienić na walutę obcą, przygotować się do ewentualnej ewakuacji". Ludzie tak myślą niestety. Jest spora część Polaków, którzy naprawdę spodziewają się najgorszego, lub przynajmniej biorą pod uwagę jakiś scenariusz taki najgorszy. To jest taka naturalna potrzeba zwiększania płynności finansowej, więc niewydawanie pieniędzy na rzeczy, które są zbędne. My na "Subiektywnie w finansach" mieliśmy ostatnio artykuł poświęcony rynkowi turystycznemu i wiceprezes jednego z największych touroperatorów powiedział nam, że tuż po wybuchu wojny liczba rezerwowanych wycieczek na najbliższy sezon letni spadła o 80%. Czyli w zasadzie wymiotło kompletnie ludzi, którzy chcieliby wyjechać za granicę na wycieczkę, a mamy środek tej części roku turystycznego kiedy się kupuje (...) te oferty last minute, to są te oferty najlepsze, największe zniżki są. Czyli są teoretycznie najlepsze, jeszcze większy wybór, jeszcze najniższe ceny. 

Mamy też twarde dane. 

Tak, i to jest pierwsza twarda dana, że rzeczywiście nastąpiło, cofniecie popytu przyjemnościowego, mówiąc kolokwialnie, to się nieco wyrównało, ten menadżer turystyczny, z którym rozmawialiśmy, mówił, że w tym momencie to jest już około połowa popytu normalnego, czyli już nie minus 80% tylko minus 50%. 

Czyli odbudowuje się trochę. 

Powoli się odbudowuje, ale mamy bardzo drogie waluty ogólnie. Więc mamy wyższe ceny wycieczek, wycieczki podrożały o 5-10%, więc nie dość, że jest drożej, to jeszcze jest droga waluta. Jeszcze dochodzi do tego ta niepewność, co będzie w związku z tym, to mnie nie dziwi, że ludzi cofają te elementy zakupów, które uważają, że są zbędne. Natomiast to, co mnie dziwi z tych waszych badań w tej części zakupowej, że aż 18% ludzi, którzy zatankowali na zapas. Oczywiście ja pamiętam, że były takie 2 czy 3 dni, gdzie były ogromne kolejki do dystrybutorów, stacje paliw w zasadzie były wysuszone, bo nie tyle, że nie było paliwa, bo tak naprawę my tego paliwa mamy na 3 miesiące naprzód, one są w magazynach. 

System dystrybucji nadążył, po prostu nie był gotowy na wielki skok popytu, prawda? 

Po pierwsze tak, a po drugie on był bardzo nie do przewidzenia, w sensie taki, że nie było wiadomo, gdzie tego paliwa zabraknie. Żaden koncern naftowy nie jest w stanie przewidzieć, na których stacjach braknie paliwa. Ale 18% to jest strasznie dużo. 

To jest strasznie dużo, oczywiście wiemy o tym, że badanie, które wykonywaliśmy, są badaniami deklaratywnymi. Zawsze tak robimy, żeby jak najbardziej ułatwić respondentom odpowiedzi jak najbliższe prawdy, ale zdajemy sobie sprawę, że jest tutaj pewien element ludzi, którzy mogą nad deklarować tego typu zachowania. 

Uznają, że to jest rozsądne, że tak właśnie należałoby powiedzieć. 

Być może. 

By być na każdą możliwość przygotowanym. 

Tak czy owak, mamy trend wyraźny, chciałbym uzupełnić jeszcze co wspomniałeś o tych danych o zachowaniach właśnie, że spadek ludzi chodzących do kina, bo w danych Google trends w okresie tuż po wybuchu wojny wyraźnie obniżyła się liczba wpisów w Google słowa kino, czyli wielu ludzi zrezygnowało z pójścia do kina. Z artykułu prasowego, który dziś czytałem, wynikało, że prawdopodobnie jedna z dużych sieci detalicznych hipermarketów w Polsce właśnie po wybuchu wojny ich sprzedaż w liczbie transakcji wzrosła o 3%, a wartość o 6%, i właśnie też, że odnotowali wzmożone zakupy kategorii tych produktów, które się dłużej trzyma, makarony, kasze, konserwy i tak dalej, jak i środki higieniczne, przy czym część z tych produktów też była kupowana jako dary dla uchodźców. 

Ale wspomniałeś też co ciekawe o takim zjawisku jak zainteresowanie w obszarze tych zmian, zachowań zakupowych, bo nam też w badaniu wyszło, że powiedzmy ludzie, poszukują możliwości ulokowania pieniędzy w bezpiecznym miejscu. Zdaje się, że czytelnicy twojego bloga również częściej zaczęli cię o to teraz pytać. 

Tak to jest to co mnie bardziej, zdziwiło, bo tak jak z tej części zakupowej waszych badań, to mniej więcej wynika to samo co przy poprzednich kryzysach oczywiście nie tego typu kryzysach, bo takich nie było, ale przy różnych innych kryzysach, natomiast może (...) rzeczywiście często przynajmniej deklaratywnie chęć zakupienia paliwa na zapas. Natomiast dużo ciekawsze z mojego punktu widzenia i też powiedzmy bardziej dziwne z mojego powodu czy powiedzmy takie zaskakujące, są te wyniki, które dotyczą zachowań stricte finansowych. To znaczy, że ludzie, którzy zwykle uważają bank za najbezpieczniejsze miejsce, bank w Polsce, którzy nie byli w stanie nawet jeśli dostawali 0% przy inflacji, która sięga 10%, dostają, nie mają żadnego oprocentowania depozytu, ani z tych pieniędzy z banku nie zabierają, nie inwestują nawet w obligacje skarbowe, które są porównywalnie bezpieczne i dają tam dużo wyższy procent. Bank jest ikoną bezpieczeństwa w Polsce i nie pamiętam ile mniej więcej co dziesiąte z tych respondentów w badaniu, powiedziało z tego banku "zabrał pieniądze". 

Tak wybrałem większa ilość gotówki, 10% badanych tak powiedziało. 

No właśnie, więc krótko mówiąc, bank, który był ikoną bezpieczeństwa nagle się, okazało, że przestał nią być. Oczywiście mieliśmy wcześniej w przypadku COVID'u i pierwszego lockdownu 2 lata temu tez mieliśmy taki skok, wzrost zainteresowaniem wypłatami gotówkowymi wtedy, prezesem (...) kilkakrotnie się wypowiadał, że gotówki w Polsce nie zabraknie. Nawet była taka zabawna, wypowiedz, że bank centralny ma nieograniczone ilości gotówki. 

Teraz mamy de facto powtórkę z rozrywki, nasi ludzie pobiegli do bankomatów i zaczęli wypłacać pieniądze i to jest dość duży procent te 10% ludzi, którzy oczywiście nie wiemy, jakie to są kwoty, bo wśród tych 10% jest zapewne dużą część, myślę ze większość takich, którzy po prostu wzięli 1000 zł 2000 zł na taką kwotę, która nie jest całością ich oszczędności. To nie jest tak, że zabrali wszystkie pieniądze, obawiając się, że bank zostanie zbombardowany, ale myślę ze to byłoby ciekawe na (...) gdybyśmy to spróbowali ustalić, ale jaka część z tych ludzi wybrała wszystkie swoje pieniądze z banków, ja o takich przypadkach tez słyszałem. Znaczy ze ludzie wzięli wszystkie swoje pieniądze do walizeczki do domu albo poszli do kantorów. Rozmawialiśmy z właścicielem i z właścicielami w centrum warszawy i oni znali przypadki ludzi, którzy w pudelkach czy w walizeczkach, czy siatkach, czy torebkach foliowych przynosili kwoty (...) kilkadziesiąt tysięcy zloty i wymieniali wszystko na euro albo na dolary. Oczywiście w najgorszym możliwym momencie to robili, bo wtedy kiedy te dolary i euro było powyżej 5 zł w kantorach, a dolary po 4,60 czy 4,70. Dzisiaj to jest o kilkadziesiąt groszy mniej (...) przypadkach obu tych walut. Mamy taką sytuację w sumie dość z mojego punktu widzenia dziwna. Dla dziesięciu procent ludzi bank przestał być instytucją bezpieczną. Być może wynikało to w dużej części z tego ze wartość złotego, zaczęła szybko spadać. Osiągnęła wartości najniższe od dwudziestu lat, no i ludzie powiedzmy (...) mógł się uruchomić jakieś części respondentów, wspomnienie hiperinflacji spadku wartości pieniądza. Powiedzmy ostatni raz polska, zbankrutowała niecałe 40 lat temu. Niektórzy może pamiętają jak ich pieniądze przestały mieć jakakolwiek wartość. 

Ale to też może świadczyć rzeczywiście o takim dużym marginesie zaufania do banków i polskich instytucji finansowych, takich sytuacji być może tez na wielu takich ludzi działa przykład Ukrainy gdzie z dnia na dzień po wybuchu wojny kantory przestały kupować (...). Tam w samej Ukrainie system bankowy nadal działa nadal realizowane są przelewy, nadal wypłacana jest gotówka z bankomatu. Płaci się (...) w sklepach tam, gdzie one działają. Przy czym poza krajem przestały one mieć wartość. być może tego się, obawiają posiadacze złotówek, ze gdyby cos, że chcieli wyjechać (...) wielu ludzi myśli o wyjeździe w sytuacji zagrożenia bezpośredniego. To wtedy by niewiele im dały te złotówki na koncie, nie mogliby wymienić na euro. 

To jest na pewno druga z motywacji, było to pierwszą i myślę, że decydujący jest fakt, że trzeba mieć pieniądze przy sobie gdyby okazało ze nagle nie można ich wyjąć co z resztą, powiedzmy sobie szczerze jak teraz by, było to wielkie zainteresowanie wypłatami z bankomatów to sieci bankomatowe limity wypłat. To znaczy, można, było w jednej transakcji na przykład tylko 1000 zł wypłacić, wiec powiedzmy ze nie jest to całkiem nieuzasadnione ta obawa, ze nie wiem jeśli zaczną latać rakiety nad Polską to nagle się, okaże, ze mam pieniądze w banku, ale nie jestem w stanie wyjąć w gotowce, bo to wszystko nie będzie działać, a ten drugi element to jest właśnie taki ze jeśli będę musiał/musiała się ewakuować to polski zloty nie, jest pieniądzem, który jest uniwersalny, którym mogę zapłacić wszędzie na terenie Europy czy na świecie. Niektórzy kupują euro i dolary, znam przypadki ludzi, którzy kupowali srebrne monety, czyli to jest jeszcze wyższy poziom zagrożenia, czyli w ogóle już żaden pieniądz nie daje mi poczucia bezpieczeństwa tylko, daje fizyczny kruszec. Wiadomo, że warto mieć ten kruszec w takiej sytuacji zagrożenia życia, powiedzmy w małych porcjach, więc to były srebrne monety częściej niż złote. 

Złoto jednak jest wyraźnie więcej warte, trudniej jest zrobić mały nominał w przypadku złota. To dość nieduża ilość zmienia. Tez tutaj jak przygotowaliśmy naszą rozmowę, rozmawiałem też z głównym komunistą banku Doktorem Martinem Mazurkiem, tam też byliśmy zaciekawieni wpływem tej sytuacji, fali uchodźców i zmian zachowań zakupowych Polaków na konsumpcję na sprzedaż metaliczna tego co na co dzień ludzie kupują no i on wspomniał w tej rozmowie ze w krótkim okresie robienie zapasów, zakupów na zapas właśnie paliwa żywności środków higieny na pewno w danach marcowych za luty pokaże wzrost sprzedaży. Przy czym tego typu zakupy na zapas potem się je konsumuje i one prowadza po jakimś czasie do obniżenia sprzedaży, z drugiej strony mamy napływ wielu milionów uchodźców w tej chwili rozmawiałem tak jak, powiedziałem prawie miesiąc po wybuchu tej wojny i mam już dwa miliony sto czterdzieści tysięcy ludzi głównie kobiet i dzieci. Jak ty patrzysz na (...) różnych branż tez takie rzeczy jak system finansowy pieniądze tych uchodźców. Jakie tutaj przed nami czekają wyzwania, jakie zagrożenia, jakie może korzyści. 

To, co trzeba na pewno powiedzieć to jest fakt ze mamy dwa miliony nowych konsumentów w Polsce i to jest rzecz bardziej (...) i bardzo długiej perspektywie emerytalnej tego, że do tej pory były takie prognozy, że w ciągu dwudziestu najbliższych lat będzie o trzy miliony Polaków mniej, bo będziemy powoli wymierać i nie będzie kto mógł płacić składek ZUS, żeby utrzymać obecnych emerytów i nagle teraz się okazuje ze właściwie z dnia na dzień dwa miliony konsumentów, przyjechało. 

I to nie musi oznaczać końca. 

I to nie musi oznaczać końca, no może być jeszcze więcej oczywiście. Co to oznacza z punktu widzenia gospodarczego. Oczywiście nowy konsument nie oznacza konsument wydający pieniądze, bo ci konsumenci przeważnie nie mają przy sobie dużych pieniędzy i w ogóle nie mają dużych pieniędzy natomiast jeśli uda im się jakoś osadzić w naszej rzeczywiście jeśli uda im się znaleźć prace lepsza gorsza niżej wyżej płatna ale jeśli oni będą w stanie zacząć się sami utrzymywać no to tu wpływ na gospodarkę, będzie bardzo duży i on będzie pozytywny. Trzeba pamiętać ze ci uchodźcy z Ukrainy to oczywiście dużą część z nich to kobiety z małymi dziećmi wiec tu jest taki problem polegający na tym, że żeby te osoby zaktywizować zawodowo w Polsce to trzeba będzie przede wszystkim, zorganizować im opiekę nad dziećmi, bo to jest taki punkt, bez którego właściwie to dalej nie pójdzie, ale przy założeniu, ze to by się udało to, są ludzie, którzy mogą pracować w branży medycznej jako pielęgniarki. Jako osoby do obsługi osób starszych, mamy ogromny deficyt osób w tej branży. Mogą pracować w szkole, mogą pracować przy opiece nad dziećmi. 

No w handlu na pewno jest duża potrzeba pracy. 

Tak, jeśli uda nam się ogarnąć potrzebę pod tytułem opieka nad dzieckiem i powiedzmy pewną barierę językową znieść. No to dość szybko duża z tych ludzi może znaleźć pracę. Poza tym trzeba pamiętać, że to nie są, że do Polski przyjeżdża duża część ludzi, którzy w Ukrainie mieli wysokie stanowiska, byli dyrektorami, pracowali w dużych korporacjach, znają język angielski. Ukraińcy to są ludzie, którzy dobrze znają języki obce, więc też trzeba pamiętać o tym, że Polskie korporacje w grupie osób, które przyjeżdżają do Polski uchodźców, są pracownicy ukraińskich oddziałów korporacji, które też działają w Polsce, ja właśnie teraz rozmawiałem z managementem jednego z polskich banków, który ściągnął kilkaset osób, już prawie tysiąc osób ze swoich ukraińskich oddziałów. Ci ludzie częściowo od razu znajdują zatrudnienie w Polsce. 

Bardzo ciekawa obserwacja. 

Do obsługi innych Ukraińców, po prostu znają język, wystarczy tak naprawdę znać ukraiński i angielski, nawet bez znajomości polskiego. Część z nich tak naprawdę największym problemem jest kwestia zamieszkania, bo oni muszą po prostu gdzieś zamieszkać, osadzić się i wtedy poszukać pracy. Natomiast to, co chciałem powiedzieć, zmierzając prosto do odpowiedzi na Twoje pytanie. Moim zdaniem wpływ na gospodarkę będzie bardzo pozytywny, bo to są ludzie, którzy w dużej części po pierwsze u nas zostaną. No nie wiem, czy trzeba im tego życzyć, czy nie. 

Pytanie jak długo, wiele zależy od sytuacji w Ukrainie. 

Jeśli tutaj zostaną, to znaczy, że nie mają do czego wracać, więc tu nie ma się z czego cieszyć. Ale zobaczymy też, jak będą wyglądały granice Ukrainy, jak się wojna skończy. Więc część z nich na pewno tu zostanie, a część z nich ma takie kompetencje, że na pewno znajdzie pracę, część z nich na pewno pojedzie dalej, ale myślę, że nie duża, ponieważ my tu dla nich jesteśmy takim rynkiem bazowym. Mam sygnały, że w Wielkiej Brytanii, w Hiszpanii, w Portugalii jest dużo rodzin, które chciałyby przyjąć Ukraińców, natomiast nie ma chętnych, nie chcą tak daleko wyjechać. Więc oni zostaną w większej części tutaj, będą tu konsumentami, w dużej części znajdą też pracę, więc będą napędzać naszą gospodarkę, wydaję mi się, że per saldo wpływ będzie pozytywny. Poza tym wydaje mi się, że nasze związki z Ukrainą, tak już wchodząc na wyższy poziom, one się zmienią. Ukraina mam nadzieję i głęboko w to wierzę, pozostanie państwem niepodległym. Daj boże, że w granicach jak najbliższych rzeczywistości przedwojennej, ale będzie trzeba ją odbudować. Więc myślę, że do tego będą potrzebni, no z jednej strony pewnie część siłę roboczą to już mamy. Polskie firmy budowlane nie mają rąk do pracy, bo wszyscy pojechali do pracy. 

Bardzo wielu mężczyzn z Ukrainy wyjechało z Polski. 

Ale z drugiej strony polskie firmy będą odbudowywać Ukrainę i to myślę, że to bardzo pozytywnie wpłynie na polską gospodarkę, bo my jesteśmy najbliżej. Do Polski przyjedzie kilka miliardów euro pieniędzy unijnych, żeby pomagać Ukraińcom, no i pieniądz na odbudowę Ukrainy to będą częściowo pieniądze inwestowane przez Polaków. Jeszcze jest trzeci element, już króciutko powiem, że część firm, które wycofują się z rynku rosyjskiego, pewnie będą chciały, no to też czy będą chciały, to się okaże, bo to trochę zależy od polityki rządu, ale myślę, że gdyby rząd wokół tego tematu się zakręcił, to jest w stanie tak zrobić, żeby te firmy zwiększyły inwestycje tutaj. 

W Polsce. Ja też liczę, że wobec tej nieoczekiwanej pewnie dla wielu z nas postawy tak wielu rodaków pomocy uchodźcą z Ukrainy i też działań rządu, administracji, samorządu, różnych fundacji, naprawdę ogromnej liczby ludzi i instytucji no to też liczę na to, że długotrwałe relacje przyjaźni i współpracy z Ukrainą mają przed sobą naprawdę świetne perspektywy, też dlatego mamy deklarację amerykanów, którzy chcą przeznaczyć na odbudowę Ukrainy po zakończeniu wojny solidne środki finansowe. Można powiedzieć, że to będzie plan Marshalla dla Ukrainy. Trzymając kciuki, żeby ta wojna jak najszybciej się skończyła, też mając oczywiście świadomość, że jej przedłużanie może doprowadzić do jej różnych perturbacji, strat rzeczy, o których na razie jeszcze nie wiemy, bo nie potrafimy przyszłości przewidywać, tak? Na razie widzimy, że sytuacja trwa, Ukraina się broni dużo bardziej skutecznie niż wcześniej o tym myślano. 

A pytanie co się stanie z naszym poczuciem bezpieczeństwa, polskim. Tak to znaczy, bo oczywiście to jak będą wyglądały te przepływy, to jest jedna rzecz, a druga jeśli, jeszcze wracając do tego tematu poprzedniego, jeśli duża część Polaków myśli o założeniu konta za granicą, to też jest duże kilka procent, z waszych badań wynika. Rzeczywiści ja też w swoim blogu widzę gigantyczne zainteresowanie takimi tematami jak konto za granicą, konto w niemieckim banku, konto z niemiecką gwarancją bankową. Zdarzają się bardzo często pytania dotyczące tego co się dzieje jak umieszczę euro na takim koncie i potem muszę wyjechać i czy to euro można wypłacić z bankomatu. Widać, że mamy to co może się jeszcze wydarzyć takiego negatywnego to jest zaburzenie poczucia bezpieczeństwa Polaków jako, czy dużej części Polaków jako, bo to myślę, że mówienie o tym, że to będzie całego narodu, będzie dotyczyć, będzie grubą przesadą, ale wydaję się, że tak, zakładanie konta w niemieckim banku, czy w holenderskim, czy belgijskim, czy w jakimkolwiek innym, czy w Brytyjskim. Z drugiej strony mam też dosyć ciekawy trend, mianowicie wzrost gigantyczny kilku kilkukrotny, ludzi, którzy kupują nieruchomości w Hiszpanii, w Portugalii. A także spadł bardzo mocno popyt na nieruchomości w Polsce, a wzrósł w Hiszpanii, w Portugalii, gdzie ceny są porównywalne, powiedzmy sobie szczerze, albo niższe, natomiast zdaniem tych ludzi, którzy takie transakcje robią poziom bezpieczeństwa, że tam będą rakiety rosyjskie latać, jest nieco mniejsze w Portugalii niż w Polsce. 

Tak, zdecydowanie. W danych, do których patrzyliśmy teraz znowu powołuję się do danych Google Trends. Widać rzeczywiście, że tuż po wybuchu wojny liczba zapytań dla frazy "sprzedam mieszkanie" wyraźnie spadła. Teraz po kilku tygodniach ona już wzrosła, dużo bardziej wzrosła fraza "mieszkanie do wynajęcia" tutaj, że tak powiem, jest duży popyt na mieszkania i tak jak pisałeś na swoim blogu, istotnie, bo ponad o połowę spadła liczba dostępnych ofert wynajmu mieszkań, w bardzo wielu Polskich miastach, zdaje się, że najbardziej we Wrocławiu, prawda? 

Tak, właściwie we wszystkich miastach, najbardziej tak gdzie tych mieszkań przed wojną było najmniej, myślę, że to już dziś jest więcej niż połowa, bo to właściwie się zmienia z dnia na dzień. To było w szczycie COVID kilkadziesiąt tysięcy mieszkań do wynajęcia w serwisach ogłoszeniowych. No na dziś ta liczba to jest kilka tysięcy. Oczywiście nie warto się do liczb przywiązywać, bo one są bardzo dynamiczne, ale znam liczbę 9 tysięcy w całej Polsce, przy 30-40 tysiącach w szczycie COVID. Czyli widać, jaka to jest skala, w zasadzie rynek wynajmu jest totalnie wysuszony. Ceny wynajmu skoczyły w ciągu dwóch tygodni o 10% ponad, więc to też jest jedna z takich zmian, które bardzo mocno zmieniają nasze życie, no bo z jednej strony jest to pozytywny efekt, bo w Polsce jest mniej więcej 600 tysięcy pustych mieszkań. 

Pustostanów, które nie są ani wynajmowane, ani nic się z nimi nie robi. Pustostany inwestycyjne. 

To jest de facto pusta inwestycja, i jeśli chociaż 2/3, do 400 tysięcy zostaną zakwaterowani Ukraińcy, jeśli oni będą w stanie te mieszkania utrzymać to de facto mamy ogromny zasób, majątek Polaków aktywizowany i taki który zaczyna zarabiać. On do tej pory był kupiony spekulacyjnie i nie zarabiał. 

Czyli czekali tylko na wzrost cen nieruchomości. 

Tak, czysta spekulacja, natomiast się okazuje, że jest na tyle duży popyt na wynajem, że te nieruchomości stają się zamieszkałe i de facto zaczynają pracować. I to też jest pozytywne dla gospodarki jako całości. 

Ale to się dzieje tylko i wyłącznie na tej zasadzie, że indywidualni właściciele, czy też firmy, które mają takie mieszkania, to oni widząc po prostu, jaki jest popyt, stwierdzają "dobrze, jednak przeznaczę tę nieruchomość do wynajmu". Co ich powstrzymywało przedtem? 

Powstrzymywało stosunkowo niski popyt, a po drugie myślę, że druga część, którzy te mieszkania udostępniają za darmo przez kilka miesięcy. Ja znam osobiście takie osoby, które udostępniły mieszkanie uchodźcom z Ukrainy na kilka miesięcy za darmo. Umowa jest taka, że na dwa-trzy miesiące. Rząd dopłaca te 40 złotych dziennie czy będzie dopłacał za chwileczkę te 40 złotych dziennie na każdego uchodźcę, więc to częściowo będzie refundowane przez państwo, natomiast duża część z tych mieszkań, one są po prostu udostępnione za darmo, no ale Ukraińcy to też nie są ludzie, którzy będą na naszym utrzymaniu żyć długo. Oni chcą usamodzielnić, oni chcą zarabiać pieniądze, oni szukają pracy, więc duża część z nich, no dla nich to będzie taka mobilizacja. "Dostaję mieszkanie na kilka miesięcy, no to ja się teraz zaprę i znajdę pracę i będą w stanie to mieszkanie teraz utrzymać". 

Tak, to co mówisz, że szukają pracy, ja sam osobiście miałem kontakt z Panią 61-letnią, która uciekła z torebką jak stała i jedna z jej pierwszych wypowiedzi, jedno z jej pierwszych pytań to było czy tutaj gdzie i jak można znaleźć pracę. Jest w Polsce od dwóch albo trzech tygodni w tej chwili już ma jedno sprzątanie, dwa dni opieki nad dziećmi. Bardzo się wzięła do pracy, to mamy taki przypadek konkretnej osoby i o takich osobach słyszałem więcej, a nie tylko taką jedną poznałem, spotkałem, ale też dane statystyczne o tym mówią, że jest taki trend, bo kiedy spojrzymy w przywoływany już Google trends i wpiszemy sobie po ukraińsku frazę "praca w Polsce" to widzimy wielokrotny, czterokrotny, pięciokrotny wzrost liczby zapytań w Google w ostatnich tygodniach w stosunku do tygodni sprzed wybuchu wojny, sprzed napływu tej fali uchodźców, także też tutaj widzimy, że oni chcą pracować, też wiemy, że chcą się uczyć języka, z resztą ten język dość szybko pojmują, bo mamy bardzo podobne języki do siebie, więc ten etap podstawowy, podstawy komunikacji, może pójść bardzo szybko. 

To jest do ogarnięcia w kilka tygodni, to jest tak naprawdę duże pytanie o rynek nieruchomości, bo jeśli Ci ludzie zostaną, rzeczywiście znajdą pracę to będziemy mieli coś więcej niż efekt sezonowy pod tytułem duże ssanie na rynku najmu plus udostępnienie tych pustostanów, plus udostępnienie części różnych takich nieruchomości, które stoją puste poza sezonem, typu agroturystyka. To już o tym mało się mówi, ale generalnie takie przeciętne obłożenie miejsc noclegowych w Polsce, takich komercyjnych to jest 20-25%, góra 30%. Nie mówię o miejscach hotelowych. 

W skali roku tak? 

Tak w skali roku. W hotelach to jest pięćdziesiąt kilka procent, tych sieciowych zwłaszcza, ale tak ogólnie jeśli chodzi o miejsca noclegowe, to jest dwadzieścia kilka procent. No i teraz właściwie te miejsca będą miały bliskie pewnie nie 100%, ale 70-80%. To też jest duża zmiana. Pytanie jak to potem wpłynie długoterminowo na rynek nieruchomości, zwłaszcza rynek najmu. Zastanawiam się, co będzie we wrześniu, czy październiku, jak wrócą studenci i będą poszukiwali mieszkań, jakie to będą ceny, jakie to będą warunki. Już słyszę, że rośnie zainteresowanie polskimi nieruchomościami ze strony tych zagranicznych funduszy inwestycyjnych, które kupują całymi tysiącami mieszkania, po to, żeby je potem wynajmować, tylko, to są mieszkania, które jeszcze nawet nie stoją, to są inwestycje, które może nie są na etapie dziury w ziemi, ale są w trakcie i tam rok, dwa potrwa, zanim one zostaną wydane. Pytanie jeszcze czyimi rękami, bo dzisiaj nie ma kim budować. 

Przyjechały kobiety i dzieci …  

… a mężczyźni wyjechali. 

Słyszałem o budowach, które po prostu stanęły i nie wiadomo kiedy ruszą. Tak, że będziemy mieli turbulencję na rynku nieruchomości, więc stąd rynek najmu pewnie wystrzeli jak rakieta. Z drugiej strony też nie wiem, jak będzie z zakupami mieszkań. Polacy ostatnio, w ostatnich tygodniach raczej sprzedawali mieszkania, niż kupowali. 

No i wstrzymali się po prostu z kupowaniem. 

Wstrzymali się, bo inwestycja w nieruchomość to jest inwestycja, która jest wysoko kwotowa. 

Często na kredyt, wzrosły stopy procentowe i za tym też spadła realna dostępność wysokości kredytu. 

Coraz więcej osób po prostu nie stać na kredyt, te, które stać na kredyt zastanawiają się, czy brać kredyt, który jest coraz droższy. Te, które mają pieniądze, się zastanawiają czy położyć pieniądze, zamienić je na nieruchomość, która jest niepłynna i właściwie nie można jej schować, do tej pory był problem, żeby ją schować przed urzędem skarbowym, a teraz jest problem, żeby ją schować, kiedy rakiety mogą zacząć latać. Z jednej strony mam wzrost rynku najmu, z drugiej strony mamy właściwie cofnięcie się popytu na zakup nieruchomości i coraz więcej mieszkań wystawionych na sprzedaż przez osoby, które są po prostu przerażone tą sytuacją i jakby nie ma znaczenia, ile oni za to mieszkanie dostaną, po prostu chcą zamienić mieszkanie na gotówkę. 

Czyli też są już też takie sytuacje, kiedy sprzedawcy się godzą ze stratą? 

Ja nie jestem pewny czy ze stratą, bo te nieruchomości w ostatnich latach rosły po 10% rocznie. 

Czyli to zależy od jak dawna. 

Jak dzisiaj sprzedaję coś 20% poniżej ceny rynkowej, a kupiłem dwa lata temu, to de facto tracę tylko tyle, co inflacja w tym czasie wyniosła. Tylko albo aż. 

To jest dla mnie jedna z największych zagadek, to znaczy ile mieszkań zostanie zbudowanych przy braku rąk do pracy, jak się zachowają Polacy, którzy posiadają nieruchomości i ci, którzy do tej pory inwestowali w nieruchomości, bo ta wojna dużo zmienia pod tym względem, myślę, że to będzie temat waszych następnych badań. Jak się zmienia poczucie bezpieczeństwa Polaków takie strukturalne, ich zachowania, długoterminowe plany finansowe. Polska była krajem, w którym wszyscy kochali inwestować w nieruchomości. Teraz się może okazać, że nagle to przestaje być takie trendy, takie sexy, bo może się okazać, że nagle wzrośnie nam zainteresowanie złotem jako lokatą kapitału. Tu będą duże zmiany, ja jestem o tym przekonany, że jak patrzę, jak rozmawiam z ludźmi, z moimi czytelnikami, z ludźmi z mojego otoczenia, to widzę, że ta wojna ich naprawdę ich bardzo mocno rąbnęła po głowie i naprawdę różne dziwne decyzje ludzie podejmują. Znam człowieka, który ma w bagażniku kanistry z paliwem. Moim zdaniem to nie jest bezpieczne. 

Raczej nie. 

Ale to mu po prostu daje poczucie bezpieczeństwa. Rozmawiałem z człowiekiem, który pytał mnie, czy ma kupić dolara albo euro, po tym najwyższym kursie jak to było po 5 złotych. No i mówię, Panie kolego nie ma to sensu ekonomicznego, jestem przekonany, że to jest zła decyzja ekonomiczna, natomiast widzę, że jesteś zestrachany, widzę, że to jest totalna panika, więc kup to 100 euro albo 300 euro, schowaj pod poduchą, bo to jest dla Ciebie cena poczucia bezpieczeństwa. 

Bezpieczeństwo też kosztuje, widać z tego, że jak rozmawiamy, dotykamy kolejnych sektorów, to widzimy, że pojawia się coraz więcej pytań, chociaż mamy niektóre odpowiedzi to więcej mamy pytań. Jak byśmy przechodzili przez każdą inną dziedzinę gospodarki to będziemy widzieć, że nadal tych pytań liczba rośnie, wszystko zależy od tego jak zmieni się sytuacja w Ukrainie, jak długo potrwa czy też nie potrwa ta wojna, jaki będzie jej wynik. To wpłynie na to czy uchodźcy wrócą, czy nie wrócą. Też trzeba pamiętać, że wielu z nich nawet jeśli będzie chciało wrócić, to się może okazać, że miasta są tak zrujnowane, że wiele lat zabierze, zanim będą mieli do czego wracać. Intensywne bombardowania zdaje się, że spowodowały, że Mariupol, miasto jakoś 430 tysięczne przed wybuchem wojny no w tej chwili nie nadaje się za bardzo do zamieszkania. 

Jest w 90% zniszczone, no to mniej więcej to co Warszawa po 1944 roku. 

Teraz na pewno siła bojowa bombardowań jest znacznie większa niż była w czasie drugiej wojny światowej, więc szybciej niestety takie procesy niszczenia mogą następować. Myślę, że chyba omówiliśmy wszystkie tematy, na które się przygotowaliśmy. Może jakaś refleksja przed końcem naszego spotkania? 

Jeśli mogę sobie pozwolić na taką ogólną uwagę, to chciałbym, mam nadzieję, że po pierwsze te zmiany w głowach, które ta wojna poczyni, że one nie będą zbyt daleko posunięte. Do tej pory żyliśmy przez ostatnich 5 lat w takiej banieczce, gdzie tam wszystko rosło, pensje rosły, kto miał oszczędności, to mu rosło. Kto nie miał to miał to miał coraz wyższe wynagrodzenia, socjał rósł, 500+ płynęło, wszystko było pięknie i teraz nas ktoś z tego, znaczy, wiemy kto, nie będziemy po nazwiskach, ktoś nas z tego wybił i oby to nie było takie zbyt radykalne wybicie, bo nagle będziemy mieli drogi kredyt, nagle będziemy mieli 20% wzrost wydatków w domowym budżecie, nagle się okaże, że parę osób straci pracę i trzeba będzie sobie jakoś z tym poradzić i to będzie dość duży szok poznawczy, bo my nie pamiętamy, oczywiście recesje były w Polsce, były trudne czasy, natomiast w ostatnich tam, nie wiem, 10 latach tak nie było, więc tu chciałbym tylko wyrazić nadzieje, że sobie jakoś z tym poradzimy i że nie będzie jakiegoś dramatu finansowego w wielu polskich rodzinach a drugą refleksją ogólną, jaką mam, to moim zdaniem jeśli zadbamy o ludzi z Ukrainy, jeśli ich będziemy traktować fair, jeśli będziemy dla nich partnerami, jeśli będziemy mieli politykę i strategię ich adaptacji w Polsce, to po pierwsze duża część z nich zostanie, a my ich potrzebujemy, a po drugie oni pomogą budować Polską gospodarkę no i dzięki temu wszyscy na tym zyskamy, a trzecia rzecz, która mi chodzi po głowie, to jest to, żebyśmy wreszcie mieli silną armię, taką jak ma Turcja i wtedy myślę, że będziemy też się czuli dużo bezpieczniej, bo to też się skończyło takie myślenie, że żyjemy w czasach pokoju, trzeba się skupić na handlowaniu, na bogaceniu się, na patriotyzmie gospodarczym, a te armaty nie potrzebne 

Jednak handel nie rozbraja, a na pewno nie wszystkie kraje 

Ale to ostatnio się okazało, że zbroi, że ten handel niestety powoduje, że jest więcej rakiet nad naszymi głowami, a nie mniej 

Jasne, dziękujemy Maćku, dziękujemy naszemu gościowi Maciejowi Samcikowi, właścicielowi bloga subiektywnie o finansach, zapraszamy do kolejnego odcinka już wkrótce, pozdrawiam serdecznie, do zobaczenia, do usłyszenia. 

<< Wstecz